7 kwietnia, 2026

To zasługa Kaczyńskiego. Debaty o płaskiej ziemi stają się możliwe [OPINIA]

To zasługa Kaczyńskiego. Debaty o płaskiej ziemi stają się możliwe [OPINIA]

„`html

Przy prawej stronie politycznej sceny zaczyna robić się tak tłoczno, że Przemysław Czarnek może niebawem zostać okrzyknięty przez środowisko „lewakami”. Należy przygotować się na propozycje tak egzotyczne, że dziś trudno je sobie nawet wyobrazić, a ich przedsmak już mieliśmy za sprawą działań samego lidera prawicy. Jeden z jego bliskich współpracowników nieopatrznie nazwał go „bezdzietnym ojcem kilku prezydentów i premierów”, zapominając chyba, że wśród tych wypromowanych postaci są tacy, o których Jarosław Kaczyński wolałby nie pamiętać. Istnieje małe prawdopodobieństwo, by chciał, by historia pamiętała go jako człowieka, dzięki któremu premierem został Kazimierz Marcinkiewicz, a wicepremierem Andrzej Lepper.

Nowe rozdanie po prawej stronie

Niezależnie od tego, namaszczając Przemysława Czarnka, lider prawicy zagwarantował nam przynajmniej półtora roku politycznego spektaklu z udziałem Grzegorza Brauna i Sławomira Mentzena. To trzej politycy, którzy niejednokrotnie deklarują się jako ofiary systemowej walki ze strony europejskich instytucji, klimatystów i restrykcji, takich jak plastikowe butelki z przyczepionymi nakrętkami czy narzucone szczepienia. Gdyby dzisiaj Anton Czechow szukał tematów do swoich opowieści o męce i wygnaniu, zamiast na Sachalin wybrałby się raczej nad Wisłę.

Prawica wobec Unii Europejskiej

W kwestii podejścia do Unii Europejskiej wspomniana trójka raczej się nie pokłóci, różnice mogą pojawić się co najwyżej w sposobie realizacji: czy z UE wystąpić, czy dążyć do jej destrukcyjnej naprawy, czy może zasugerować jeszcze bardziej radykalne działania, jak dołączenie do bloku Rosji i Białorusi. Prawdziwie interesujące konflikty zaczną się, gdy te różnice światopoglądowe i metodyczne ujrzą światło dzienne.

Konflikt na linii Czarnek – Mentzen – Braun

Patrząc z różnych perspektyw, każdy z polityków widzi pozostałych zupełnie inaczej: w oczach Mentzena Czarnek to zwolennik lewicowych świadczeń socjalnych; dla Czarnka (albo raczej Kaczyńskiego) Braun jest politycznym dziwakiem; natomiast Braun postrzega Mentzena jako kogoś, kto nie rozumie, że głównym wyzwaniem jest odzyskanie pełnej niepodległości państwa. Różnice są wyraźne i będą mocno akcentowane – to ich jedyna szansa, aby pozyskać wyborców. Bez wyraźnie odmiennych propozycji, wyborcy mogą dojść do wniosku, że wybór nie ma znaczenia, a wtedy frekwencja spadnie jeszcze bardziej.

Dziwaczne idee i polityczna walka

Można się więc spodziewać inicjatyw tak osobliwych, że dziś trudno byłoby je wymyślić. Już pierwsze wystąpienia Czarnka przyniosły deklarację powrotu do węgla, co pokazuje, że praktycznie niczego nie można wykluczyć, nawet zasypywania Mierzei Wiślanej czy ustanowienia w miastach stref wyłącznie dla starych diesli. Rywalizacja po prawej stronie zaostrza się, a każdy centymetr przestrzeni staje się niezmiernie cenny.

Kampania i jej konsekwencje

Sam wybór Czarnka na czołową postać prawicy wiele mówi o tym, jak lider partii postrzega krajową politykę. Matematykę wyborczą oparto na wnioskach po zeszłorocznych wyborach, kiedy to zauważono, że ponad 10 milionów ludzi głosujących na Karola Nawrockiego tworzy atrakcyjną bazę do przejęcia. Mateusz Morawiecki nie nadawałby się do odgrywania roli twardego zwolennika tradycyjnych wartości, dlatego postawiono na kogoś z politycznym „kastetem w ręku”. Niezależnie od tego, czy takie kalkulacje są słuszne, nominacja Czarnka układa całą kampanię.

  • Skrajnie prawicowe poglądy już na dobre zagościły w publicznym dyskursie.
  • W najbliższych miesiącach istotne tematy – zdrowie, emerytury, demografia – zostaną wyparte przez sensacyjne pomysły wynikające często z niewiedzy.
  • Argumenty typu „ostatnia zima obala globalne ocieplenie” mogą stać się osią poważnych debat, nie wykluczając nawet dyskusji o płaskiej ziemi.
  • Przemysł populiści coraz śmielej gra na podziałach – niechęci wobec osób LGBT, uchodźców, Ukraińców czy Żydów.

Wszystkich, których ta polityczna trójka uzna za „obcych”, mogą spotkać zmasowane medialne ataki, mające zapewnić im przewagę w wyborczym starciu.

Przypomina to nieco dawne rozrywki z brytyjskich czy amerykańskich spelun, czyli tzw. battle royale, gdzie czterech zawodników walczyło do ostatniego na nogach. Szkoda, że w polityce nie wyłania się zwycięzcy tak szybko i widowiskowo, bo merytoryczny poziom pozostałby zapewne ten sam.

„`